Dzieci Graala

Legendą świętego graala jest kojarzona nie tylko z kielichem z którego pił Jezus podczas ostatniej wieczerzy. Jest kojarzona również z Marią Magdaleną jak i z teorią – uznaną przez kościół w swoim czasie za heretycką – w której główne role grają templariusze, asasyni, saraceni oraz katarzy.

Owa heretycka legenda opowiada o parze dzieci które miały za zadanie pojednać świat chrześcijański wraz z światem arabskim. Dzieci były wychowywane w wielu przeróżnych miejscach i kulturach. W duchu chrześcijaństwa wychowywał zakon templariuszy, wiary islamskiej nauczyli asasyni. Wychowanie w tak odmiennych kręgach miało na celu przygotowanie dzieci na to co miało nadejść – na pogodzenie, a wręcz połączenie tych dwóch religii. Zakon templariuszy i asasyni, mimo wzajemnej niechęci do siebie mieli to zagwarantować. Dzieci miały otrzymać koronę świata. Dzięki nim miały się zakończyć wszelkie wojny na tle religijnym, nie miało być już więcej krucjat i wojen o świętą ziemię, nie miało już być więcej świętych wojen islamskich. Wszystko to miały zagwarantować kacerskie dzieci.

Kim były owe dzieci? W czym były tak wyjątkowe, że największy i najpotężniejszy zakon rycerski pokładał w nich tak wielkie nadzieję? Kim były skoro najwięksi mordercy arabscy – asasyni – przysięgli, że będą je chronić? Popularna teoria świętej krwi spopularyzowana przez pana Brown’a i pana Baigenta, może nam pomoc w odpowiedzi. Na podstawie tej teorii twierdzi się, że jedno z dzieci jest potomkiem Marii Magdaleny i Jezusa, drugie jest potomkiem najznakomitszego rodu islamskiego. Pochodzenie miało zagwarantować bezpieczeństwo i posłuch u władców.

Warto dodać, że dzieci odwiedziły takie osobistości jak król Francji, Wielki Bajbars czy też sam papież. Odwiedzały również przeróżne miejsca jak chociażby harem.

Na koniec pozostaje odpowiedź na pytanie dlaczego dzieciom się nie udało. Sądzę, że odpowiedź leży w ludzkiej naturze, gdyż rzeczą niemożliwa jest pogodzenie, a tym bardziej połączenie dwóch wiar które od stuleci się nawzajem atakują i nienawidzą.

Paweł Bobrowicz